Najświeższe wiadomości z frontu

 

Zapoczątkowany rok temu nieustający serial-tasiemiec po tytułem „Wszyscy szukamy kasy dla Prezesa” (żeby mógł kontynuowaćdobrą zmianę), trwa w najlepsze. Aktualnie emitowane są kolejne odcinki.

W całej Polsce rozpoczęła się akcja Urzędów Skarbowych polegająca na kontroli firm. Kontrolowane są wszystkie firmy, niezależnie od formy prowadzenia działalności (jednoosobowe działalności, spółki z o.o., spółki cywilne – to nie ma żadnego znaczenia), kontrolowane są niezależnie od tego, gdzie znajduje się ich główne miejsce wykonywania tej działalności (wynajęty lokal lub budynek, własne mieszkanie, wirtualne biuro…) jak również kontrolowane są niezależnie oddługości okresu ich istnienia na rynku (kontrolowane są zarówno te, które już istnieją jakiś czas, jak i dopiero co otwarte). Nie ma to żadnego znaczenia.

Kontrola prowadzona przed dowolny Urząd w Polsce przebiega według jednego, narzuconego przez Ministerstwo, schematu:

W siedzibie rejestrowej firmy pojawiają się (lub pojawia się pojedynczo – kontroli jest tak dużo, że nie starcza urzędników) przedstawiciele Urzędu Skarbowego. Ich celem jest znalezienie jakiegokolwiek uchybienia. W tym celu też sprawdzają najróżniejsze, ich zdaniem (ale tylko ich)„atrybuty” istnienia firmy i oznaki prowadzenia w tym miejscu działalności. Sprawdzane jest, czy przed lokalem firmy widnieje tablica informacyjna (szyld) z nazwą i oznaczeniem firmy. Czy firma ma swoją skrzynkę na listy. Czy w zakresie obowiązków któregoś z pracowników firmy jest upoważnienie do odbioru korespondencji. Czy, jeżeli firma prowadzona jest w lokalu mieszkalnym, istnieje wydzielone biurko, przy którym (i jedynie przy tym) prowadzący działalność załatwia wyłącznie sprawy firmy i żadnych innych. Czy istnieje odrębny regał na którym przechowywane są dokumenty firmowe. Czy w lokalu znajduje się komputer i drukarka i czy są używane wyłącznie do spraw firmowych…

Jeżeli natomiast pracownicy skarbówki nie zastaną nikogo (zjawiają się często bez zapowiedzi), przysyłają pismo z żądaniem wyjaśnień, dlaczego w zwyczajowych godzinach urzędowania (chyba ich zwyczajowych godzinach) nie zastali nikogo w firmie. I jest to według nich oznaka, że firma nie prowadzi działalności.

Czy to jest mądre? Nie, to jest głupie!

Czy czemuś służy? Na dzień dzisiejszy nie wiem, choć jak się zestawi kilka faktów, to chyba tak. Nie służy dziś, ale może służyć w przyszłości.

Ostatnio coraz głośniej mówi się o regulacjach jakie mogą wejść od 1 stycznia 2017 roku. Według nich Naczelnik Urzędu Skarbowego będzie mógł odmówić rejestracji do VAT podatnika, który – według niego – prowadzi działalność pozorną. Co to znaczy „działalność pozorna”? Tego właśnie nikt nie wie. Ale może to być na przykład brak tablicy z nazwą przed budynkiem (choć akurat ten wymóg od 2004 roku już nie istnieje), nie ma wydzielonego biurka przy którym (i wyłącznie przy nim!) właściciel podejmuje strategiczne decyzje gospodarcze o zakupie papieru do drukarki lub też nie posiada firmowego kubka do herbaty. Może też, o zgrozo, prowadząc jednoosobową działalność gospodarczą pojechać w godzinach „urzędowania” po towar i na ten czas zamknąć firmę! Wśród pomysłów pojawił się i taki, że jeżeli urzędnik skarbowy zadzwoni na telefon firmowy i po 3 dzwonkach nikt nie odbierze – jest to niechybnie oznaka prowadzenia działalności pozornej! Dysponując takimi argumentami – Naczelnik Urzędu Skarbowego ma mieć prawo odmowy „zarejestrowania firmy jako podatnika Vat”. Prawo odmowy zarejestrowania nowej firmy. Ale, żeby te nowe nie czuły się gorzej traktowane, również prawo wykreślenia firmy już działającej.

Ma mieć takie prawo również jeżeli stwierdzi, że – jego zdaniem – firma ubiegająca się o taką rejestrację może w przyszłości nie płacić terminowo podatków. Tak po prostu. Takie ma przeczucie!

Co wtedy? W zasadzie nic.Tragedii, zdaniem urzędników, nie będzie. Jeżeli taka firma rzeczywiście będzie chciała prowadzić działalność, będzie mogła to robić po zapłaceniu kaucji. Na przykład 20 tysięcy zł. I po sprawie, o co chodzi? A no namchodzi o to, że te 20 tys. trzeba mieć. Natomiast „tamtej stronie” chodzi głównie o to, że te pieniądze nie będą przecież leżały sobie w szufladzie Naczelnika Urzędu Skarbowego, tylko pójdą na bieżące wydatki budżetu. Że trzeba je będzie oddać? Ale odda już ten następny rząd. Ciekawe, skąd je weźmie. 

Brzmi nieprawdopodobnie? Już nie jedno brzmiało.

Nie piszę tego tekstu absolutnie w celu jakiegokolwiek straszenia kogokolwiek czymkolwiek. Piszę go tylko i wyłącznie informacyjnie. Jestem już po około 20 takich kontrolach (tak, część z Was już to ma za sobą, ja je obsłużyłem – ostatnio zresztą głównie to robię). Chciałbym jedynie, abyście byli zorientowani i na spokojnie przyjęli u siebie w firmie kontrolerów z Urzędu oraz wiedzieli po co oni przychodzą. I najlepiej od razu wtedy zadzwonić do mnie. Zanim zaczniecie z nimi rozmawiać.

Spokojnie, damy radę. Nie takich rzeczy już próbowano i jakoś nic z tego nie wychodziło.

Ja jestem dobrej myśli. 

  Pozdrawiam

Wojciech Kornak

Dnia 18 października 2016 r.