Odkryłem niedawno własnym doświadczeniem pewne swoje prawa, jako klienta sklepu internetowego. Będzie to opis-poradnik dla osób kupujących przez Internet, ale także dla tych moich klientów, którzy prowadzą takie sklepy. Bo sytuacja jest ewidentnie nierównoprawna dla obu stron: kupujący – sprzedający.

Ponieważ cały czas ciężko mi pogodzić moje przyzwyczajenia brutto z dochodami netto, bardzo dużo zakupów robię w sklepach internetowych. Bo taniej, wygodniej, szybciej i nie trzeba nigdzie jeździć. Nie zdarzyło mi się praktycznie nigdy dotąd, aby towar był inny niż chciałem i się na niego decydowałem. Nie zdarzyło mi się więc nigdy dotąd, że chciałem go zwrócić. Aż do teraz.

Zakupiłem przez Internet słuchawki bezprzewodowe. Przyszły szybko, dokładnie takie, jakie zamawiałem. Otworzyłem, podłączyłem, założyłem i… okazało się, że to nie to. Owszem fajne, ale niewygodne do noszenia razem z okularami. Uwierają, zsuwają się – po prosu mało komfortowe.

Próbowałem się do nich przyzwyczaić. I tak minęło 10 dni, w których to zgodnie z ustawą o ochronie praw konsumentów mam prawo odstąpić od umowy zawartej na odległość i towar zwrócić.

Ponieważ termin minął, w pierwszym odruchu stwierdziłem, że to moja wina, więc będę się musiał z nimi męczyć. Jednak od jakiegoś czasu staram się wystrzegać „pierwszych odruchów” (bo są zazwyczaj szlachetne ;)), więc zacząłem myśleć czy istnieje sposób, aby zwrócić towar po 3 tygodniach. Ot tak, żeby spróbować, czy się uda. Zacząłem więc od przeczytania właśnie tej ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów (Dz. U. z 2012 r. poz. 1225).

I co się okazało? Że na zwrot mam aż trzy miesiące! Dlaczego? Bo sprzedający nie dopełnił ciążących na nim obowiązków wynikających z tej ustawy.

Każdy sprzedający towary lub usługi przez Internet obowiązany jest potwierdzić kupującemu na piśmie przysługujące mu prawo do odstąpienia od umowy (a przy okazji i innych warunków umowy). A jeżeli tego nie zrobi, kupujący ma aż 3 miesiące na zwrot. Kluczowym sformułowaniem jest tu właśnie stwierdzenie, że musi to być zrobione „na piśmie” i sprzedający musi mieć potwierdzenie, że do kupującego taka informacja dotarła i że się z nią zapoznał. Nie może więc to być powiadomienie o tym kupującego zawarte w regulaminie sklepu, nie może być to informacja umieszczona na stronie sprzedawanego produktu, nie jest to nawet informacja wydrukowana i włożona do wysyłanej paczki. To sprzedający musi wykazać się potwierdzeniem, że kupujący się z taką informacją zapoznał.

Zapakowałem więc słuchawki do pudełka, dołączyłem stosowne oświadczenie powołując się na przepisy ustawy i po miesiącu odesłałem do sklepu. Zadzwonili do mnie bardzo szybko próbując przekonać mnie, że wina leży po mojej stronie, bo 10 dni przecież dawno minęło, ale już w trakcie rozmowy stwierdzili, że w zasadzie mam rację. Pieniądze zwrócono mi na konto następnego dnia.

Przejrzałem więc już szczegółowo ustawę i wypisałem poniżej obowiązki sprzedającego. Wynika z niej, że sprzedający ma obowiązek każdorazowo uzyskać od kupującego potwierdzenie, że ten zapoznał się z przedstawioną mu informacją o:

  1. nazwie sprzedającego, jego numerze pod którym jego działalność jest zarejestrowana i organie w którym ta działalność jest zarejestrowana,

  2. istotnych właściwościach sprzedawanego przedmiotu (lub usługi),

  3. cenie tego przedmiotu (lub usługi) obejmujących wszystkie jej składniki, w tym również cła i podatki,

  4. zasadach płatności,

  5. kosztach, terminie i sposobach dostawy,

  6. prawie do odstąpienia od umowy w terminie 10 dni i wyjątkach od tej reguły (art. 10 ust. 3),

  7. kosztach komunikowania się ze sprzedającym (np. kosztach infolinii sprzedającego), jeżeli odbiegają one od normalnej taryfy,

  8. terminie obowiązywania oferty,

  9. minimalnym okresie obowiązywania umowy przy świadczeniach ciągłych,

  10. miejscu i sposobie składania reklamacji,

  11. prawie wypowiedzenia umowy (art. 8 ust. 3),

a jeżeli takiego potwierdzenia od kupującego nie uzyskał, kupujący ma aż 3 miesiące na odstąpienie od umowy i odesłanie towaru. A co będzie, jeżeli sprzedający powiadomi go o tym wszystkim np. po miesiącu od zakupu? Wtedy od tego momentu zaczyna biec ten 10 dniowy termin.

Przyznaję, że nie jest to przepis przystający do życia w obecnych czasach. Bo kto ze sprzedających dopełnia tych wszystkich obowiązków wynikających z ustawy? Ja się nie spotkałem. A przepis jest! Ale ile jeszcze innych takich przepisów u nas funkcjonuje.

Póki więc funkcjonuje – jako klienci korzystajmy z niego. Jako sprzedający – pamiętamy o nim i realizujmy obowiązek z tej ustawy wynikający. Choćby poprzez „potwierdzenie przez kupującego zakupu”, w którym to @ zawrzemy wszystkie te informacje.

Jeżeli ktoś jest bliżej zainteresowany tematem – służę radą i pomocą.

Wojciech Kornak, 30-11-2013 r.