Ćwierć wieku, dwa pokolenia i jedno podejście: podatki po ludzku.
Wojciech Kornak zakłada biuro rachunkowe. Pierwsi klienci to znajomi, którym pomagał w sporach z urzędem.
Biuro przybiera dzisiejszą formę — podatkowy.info/ Sp. z o.o.
Ster przejmuje Hubert Kornak — syn założyciela. Podejście zostaje bez zmian.
Faktury spływają do biura automatycznie. Mniej papieru, więcej spokoju.
Urodziłem się w Warszawie w roku, w którym powołano do życia Polską Akademię Nauk i Wojskową Akademię Techniczną. Już sam ten fakt powinien spowodować u mnie niepohamowany pęd do nauki. Nie spowodował!
Przedszkole pominąłem. Umiejętności z zakresu nauk społecznych i ścisłych — jaki tor zakreśli w powietrzu rzucony w kolegę samochodzik? — zdobywałem w piaskownicy, gdzie często zostawiała mnie mama.
Już od pierwszej klasy obiecałem sobie, że będę bardzo dobrym uczniem. Słowa nie dotrzymałem. Wykazywałem jedynie zapał do przedmiotów ścisłych, powodując w mieszkaniu dwa wybuchy i jeden pożar. Po wyjaśniającej mi wiele rozmowie z ojcem (pamiętam do dziś, bolało) porzuciłem fizykę z chemią i oddałem się matematyce.
Liceum wybrałem starannie: XLVIII LO im. Dembowskiego na Ochocie, jedno z trzech najlepszych wtedy w Warszawie. Ale nie to było moim kryterium. Ono było najbliżej domu.
Potem Politechnika — Mechanika Precyzyjna, za namową ojca. Życie toczyło się w wielkim pędzie: kluby studenckie, rajdy, Juwenalia, nauka… No nie, na naukę to akurat czasu nie było.
Po trzech latach, po niezaliczonym komisyjnym egzaminie z matematyki, Politechnika powiedziała: dość! Bardzo mnie to zabolało. Mnie? Przez matematykę?
Jeszcze tego samego dnia wsiadłem w tramwaj i złożyłem dokumenty na Wydział Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego. Zdałem, zostałem przyjęty. Nowi ludzie, te same kluby, nowa… dziewczyna? Ożeniłem się. Pojawiła się też, nie wiedzieć skąd, nauka — Wydział Matematyki skończyłem z oceną elegancką.
Pierwsza praca w „budżetówce” szybko nauczyła mnie, co znaczy „szeroki zakres odpowiedzialności” (każdy w biurze mógł mi rozkazywać) i „umiejętność radzenia sobie ze stresem” (codziennie rano „dywanik” u szefa). Więc gdy w 1990 roku „uwolniono gospodarkę”, poszedłem na swoje. Zakładałem firmy, rozwijałem się, upadałem, dźwigałem na nogi – działałem.
Zrozumiałem wtedy, że jedynym miejscem, w którym mają zbyt wygórowane pojęcie o moich możliwościach, jest mój Urząd Skarbowy. Trochę wygrałem, trochę przegrałem, ale wiele się nauczyłem. A gdy w podobne kłopoty popadli moi znajomi — zacząłem im pomagać.
Od tego się zaczęło…
Wojciech Kornak
założyciel biura
Dziś biuro prowadzi Hubert Kornak — syn założyciela. Sukcesja nie zmieniła tego, co najważniejsze: podatki nadal tłumaczymy po ludzku, a klient zawsze wie, na czym stoi. Zmieniły się za to narzędzia — faktury spływają do nas przez KSeF, a większość spraw załatwiamy telefonicznie i mailowo.
Biuro ma licencję Ministra Finansów, wymagane ubezpieczenie OC i ludzi z doświadczeniem, którzy po prostu czuwają nad Twoimi podatkami i rozliczeniami.
Wpadnij na kawę, porozmawiamy jak możemy Ci pomóc.